Sekrety nocnych owadów – co przyciąga ćmy i komary, a czego się bać?

Materiały Partnera
Materiał partnera

Noc to dla wielu z nas czas odpoczynku, ciszy i ciemności. Ale w świecie przyrody – szczególnie tej latającej to właśnie wtedy zaczyna się najwięcej dziać. Gdy słońce chowa się za horyzontem, a lampy ogrodowe rzucają ciepłe światło, z cienia wylatują niezliczone stworzenia. Niektóre z nich są zupełnie nieszkodliwe i nieśmiałe, inne potrafią skutecznie uprzykrzyć wieczorny relaks na balkonie. Mowa oczywiście o nocnych owadach: ćmach, komarach i wszystkim tym, co krąży wokół żarówek, wlatuje przez uchylone okno i budzi niepokój brzęczeniem nad uchem. Czy wszystkie ćmy są niegroźne? Dlaczego niektóre z nich są naprawdę ogromne? Czy komary naprawdę lecą do światła, czy to tylko mit? I co tak właściwie sprawia, że wieczorem nasz dom staje się nagle lotniskiem dla nocnych insektów? O tym wszystkim opowiemy w tym artykule. Bo choć nocne owady mają złą reputację, są fascynującym elementem świata przyrody i warto poznać ich sekrety z bliska.

Dlaczego ćmy tak kochają światło?

Każdy to zna: zostawisz uchylone okno z zapaloną lampką, a po chwili po pokoju zaczynają latać ćmy. Niektóre malutkie, inne duże jak pół dłoni. Kręcą kółka wokół żarówki, uderzają o abażur, lądują na ścianie i znikają w najmniej oczekiwanym momencie. Ale dlaczego w ogóle lecą do światła?

Ćmy kierują się tzw. fototaksją, czyli instynktowną reakcją na źródło światła. W naturze zanim pojawiła się elektryczność, głównym źródłem światła była nocą tylko księżyc. Owady wykorzystywały jego pozycję do nawigacji – leciały pod pewnym kątem względem jego światła, co pozwalało im utrzymywać prosty kurs. Ale lampa czy świeczka to zupełnie inna historia. Jest znacznie bliżej i świeci zupełnie inaczej z każdej strony naraz. W efekcie ćma, próbując zachować stały kąt względem światła, zaczyna krążyć spiralnie, aż w końcu ląduje prosto na żarówce.

W rzeczywistości nie wszystkie ćmy reagują tak samo. niektóre przyciąga światło białe, inne bardziej interesują się ultrafioletem, a jeszcze inne wcale nie są fototaktyczne. Ale te, które widujemy najczęściej, rzeczywiście mają słabość do lampki nocnej.

Co ciekawe, nie tylko ćmy dają się złapać na tę pułapkę. Światło przyciąga też niektóre chrząszcze, muchówki, a nawet małe chrabąszcze. Dla wielu z nich kończy się to nieszczęśliwie. Zderzeniem z żarówką lub śmiertelnym kontaktem z muchozolem na parapecie, a przecież większość z nich nie ma wobec nas złych zamiarów.

Czy ćmy są groźne? A może… gryzą?

To pytanie, które zaskakująco często się pojawia: czy ćmy gryzą? No właśnie czy mamy się czego bać, kiedy wielka, szarawa ćma wleci nam do mieszkania i siądzie na firanie?

Odpowiedź jest prosta i uspokajająca: nie, ćmy nie gryzą ludzi. Przynajmniej nie te, które występują w Polsce. Dorosłe ćmy mają aparat gębowy przystosowany do ssania nektaru, a wiele gatunków nie przyjmuje pokarmu w ogóle. Żyją jedynie po to, by rozmnożyć się i złożyć jaja. Ich „trąbka” do picia nektaru nie jest w stanie przebić skóry, a ćmy nie interesują się krwią, potem ani naszymi zapasami w spiżarni (z wyjątkiem moli, ale to już zupełnie inna historia).

Niektóre ćmy szczególnie te egzotyczne, rzeczywiście mogą mieć silniejszy aparat gębowy i odżywiać się owocami lub nawet płynami ustrojowymi innych zwierząt. Ale to zupełnie nie dotyczy gatunków spotykanych w Polsce. U nas ćmy są niegroźne, choć niektóre mogą zostawić lekki ślad po dotknięciu ich skrzydła są pokryte łuskami, które mogą podrażniać delikatną skórę, ale nie jest to reakcja alergiczna ani niebezpieczna.

A skoro już o polskich ćmach mowa, niektóre z nich są naprawdę imponujące.

Materiały Partnera

Największe ćmy w Polsce – spotkać i się zachwycić

Choć często myślimy o ćmach jako o małych, szarych owadach, które trudno odróżnić od kurzu, Polska może pochwalić się gatunkami, które w niczym nie ustępują kolorowym motylom ani rozmiarem, ani wyglądem. Największe ćmy, jakie można u nas spotkać, naprawdę robią wrażenie.

Na pierwszym miejscu trzeba wymienić pawicę gruszówkę (Saturnia pyri), która uznawana jest za największą ćmę występującą w Europie, a jej rozpiętość skrzydeł może przekraczać 15 centymetrów! To prawdziwy olbrzym w świecie motyli. Jej skrzydła są ozdobione charakterystycznymi „oczami”, które mają odstraszać drapieżniki. Choć nie jest bardzo pospolita, bywa spotykana na południu Polski, szczególnie w cieplejszych rejonach.

Kolejnym imponującym przedstawicielem jest zmrocznik pazik (Sphinx ligustri), duża ćma o smukłym ciele i wyraźnie kontrastowym ubarwieniu. Jego larwy żerują na ligustrze i innych krzewach, a dorosłe osobniki często odwiedzają ogrody w poszukiwaniu nektaru.

Nie można też pominąć fruczaka gołąbka (Macroglossum stellatarum), który jest co prawda niewielki, ale zachowuje się jak koliber – zawisa w locie nad kwiatami i pije nektar długą trąbką, cały czas będąc w ruchu. Jeśli zobaczysz coś małego, szybkiego i bardzo precyzyjnego wieczorem nad kwiatami, jest spora szansa, że to właśnie on.

Największe ćmy w Polsce mogą budzić zdziwienie i zachwyt. Warto przyjrzeć im się z bliska, zanim oceni się je jako „straszne” tylko dlatego, że pojawiają się nocą. Ich życie jest krótkie, a celem jest głównie reprodukcja, a nie nękanie ludzi.

Czy komary naprawdę lecą do światła?

A co z komarami? One również pojawiają się po zmroku, choć z zupełnie innych powodów niż ćmy. Czy komary lecą do światła? To pytanie, które pojawia się zawsze, gdy próbujemy znaleźć winnego nocnego bzyczenia przy lampce nocnej.

Otóż komary nie są aż tak zainteresowane światłem, jak inne owady. Owszem, mogą zbliżać się do lamp, ale nie ze względu na nawigację. Ich głównym celem jesteśmy my, a dokładnie nasz zapach, dwutlenek węgla i ciepło. To właśnie te trzy czynniki sprawiają, że komar wyczuwa nas z odległości kilku metrów i kieruje się w naszą stronę.

Lampy mogą w pewnym stopniu przyciągać komary, ale tylko wtedy, gdy znajdują się bardzo blisko człowieka i łączą światło z ciepłem. To dlatego komary często siadają na ciepłych żarówkach lub w pobliżu ściany, gdzie jest nagrzane powietrze. Jednak w porównaniu do ćmy, komar o wiele częściej kieruje się zapachem skóry niż blaskiem żarówki.

Mit o tym, że „komary lecą do światła”, wynika raczej z faktu, że po prostu w jego pobliżu kręci się najwięcej owadów, a komarów wtedy też nie brakuje. Ale jeśli chcesz zniechęcić komary, wyłączenie światła raczej nie pomoże. Lepiej postawić na moskitierę, środki odstraszające i ograniczenie wieczornych wypadów nad wodę bez osłony.